W Szkocji, jak i w większości słabo zaludnionych krajów, opowieści o istnieniu transportu publicznego wywodzą się z tych samych kręgów, co relacje o potworze z Loch Ness. Kolej niemal nie istnieje, linie autobusowe łączą tylko co większe miasteczka ze zdumiewającą nieregularnością.
Ratunkiem są nieraz furgonetki pocztowe (czasami Land Rovery ze względu na teren), prowadzące za rozsądne pieniądze usługi przewozowe. Siłą rzeczy są to jednak góra 2 miejsca, i najczęściej raz dziennie. W odległych rejonach każdy miejscowy wskaże jednak, gdzie i kiedy tenże Post Bus można złapać.

Najlepszym (sprawdzone!) rozwiązaniem jest jednak autostop. Mimo niewielkiego ruchu nie ma zwykle problemów ze złapaniem okazji, Szkoci są bardzo pomocni i uczynni, i nieraz znacznie nadrobią drogi, aby dowieźć cię na miejsce.

Jeśli idzie o turystykę pieszą, tu dwa słowa o historii. Mimo Unii z Anglią z 1707 roku, Szkocja posiada nadal odrębny system prawny i edukacyjny. Istnieje szkockie prawo datujące się jeszcze ze średniowiecza, i nadal obowiązujące, zwane "Right of Passage", czyli "prawo do przejscia". Mówi ono, iż tak długo, jak nie powodujesz żadnych szkód, właściciel ziemi nie ma prawa zabronić ci przez nią przejść. Jest ono powszechnie respektowane przez Szkotów (bramy zwykle bez kłódek, ZAMYKAJCIE JE ZA SOBĄ - OWCE!, a tam gdzie się je stosuje, tuż przy bramie stawiane są strome schodki umożliwiające przejście nad płotem) i równie powszechnie łamane przez kupujących ziemie w Szkocji Anglików.

Tabliczki typu: "Private property", "No trespassing" itp. są w świetle szkockiego prawa nielegalne i niewiążące! Żaden policjant wezwany przez właściciela nie aresztuje cię za wkroczenie na cudzą własność, nie depcz tylko zasiewów i nie strasz zwierząt.

To samo tyczy się obozowania. Nie ma oficjalnych zakazów, a Szkoci chętnie goszczą wędrowców nie tylko na swoich polach, ale często i w domach. Zawsze też można liczyć na wodę czy inne tego typu uprzejmości, a nierzadko i na posiłek czy po prostu poznanie miłych ludzi.
Całkiem przyzwoicie jest też rozwinięty system campingów, w wysokim standardzie za rozsądną cenę, ponadto wszędzie (no, może poza Edynburgiem w czasie festiwalu) znaleźć można B&B, czyli "bed and breakfast".

Krystian Paczkowski