Loch Ness, najsłynniejsze szkockie jezioro, leży w zachodniej Szkocji. Jest w nim więcej
Pomnik Nessie w Drumnadrochit
słodkiej wody, niż we wszystkich jeziorach i rzekach Wielkiej Brytanii razem wziętych. Mierzy ono 35 km długości, 1,5 km szerokości i ponad 250 m głębokości. Woda jeziora obfituje w ...:torf:... i z tego powodu jest niezwykle mętna, a już kilka metrów poniżej powierzchni  panują nieprzeniknione ciemności. 
Loch Ness kryje największą zagadkę w historii Szkocji - potwora zwanego Nessie (Nessiteras rhombopteryx). Początki legendy o potworze pochodzą z VII wieku, kiedy to ponoć św. Kolumban, podążający do Inverness by nawrócić tamtejszych pogan, udobruchał monstrum, które napadło jednego z zakonników. Od tamtych czasów wielu miejscowych, osiadłych w małych wioskach nad brzegami jeziora, widziało ponad taflą coś tajemniczego - czasem grzbiet, czasem garby potwora. 
Zainteresowanie Nessie wzrosło gwałtownie w 1933 roku, kiedy to wybudowano drogę A28 wzdłuż zachodniego brzegu jeziora. Wówczas to ludzie zaczęli opowiadać historie o bestii przechodzącej przez drogę i dostarczać naukowcom wielu zdjęć, które jednak zawsze okazywały się fałszerstwem. 
W 1960 roku Tim Dinsdale wyruszył nad Loch Ness z kamerą. Ostatniego dnia, kiedy już się pakował z zamiarem powrotu do domu, zobaczył na jeziorze dziwny kształt. Zaopatrzony w lornetkę, najpierw uważnie się przyjrzał, po czym nakręcił film przedstawiający  grzbiet jakiegoś stworzenia, które najpierw płynęło na powierzchni, by w końcu zniknąć pod wodą. Zdania co do natury tego obiektu są wciąż podzielone.
Dr Robert Rines zainicjował pierwsze badania za pomocą sonaru. Zarzucono go w jednym z najgłębszych miejsc w jeziorze, w pobliżu Zatoki Urquhart. Sonar zarejestrował duży przemieszczający się obiekt długości 6-10 m, z czego 3 m przypadały na ogon, a po bokach znajdowały się dwie dwumetrowe płetwy. 
W 1987 roku przeprowadzono operację "Deep Scan". Na jeziorze umieszczono wiele łodzi, a każda zaopatrzona była w echosondę pionową. Większość odebranych sygnałów okazało się być zwykłymi śmieciami, jednak trzy razy był to inny, niezidentyfikowany obiekt. 
Badania głębin Loch Ness trwają i będą trwać. Naukowcy przekonują jednak, że potwór żyjący w jeziorze nie jest prehistorycznym dinozaurem, gdyż jezioro podczas epoki lodowcowej było zupełnie zamarznięte. Tajemnicze zwierze może mieć więc co najwyżej 10.000 lat. Obalają również pogląd, iż bestia należy do gadów. Twierdzą, że może to być ryba, na przykład jesiotr. 
Sceptycy śmieją się z tubylców. Jednak niesamowita aura, jaka roztacza się wokół jeziora, nie wzięła się z powietrza. Legenda o potworze przetrwała kilkanaście wieków i wciąż przyciąga turystów nad jezioro. Nawet jeśli wątpiący wyśmiewają ludzi znad jeziora, to niewątpliwie jest im to wynagradzane nessowym biznesem.
 

Polecam fantastyczny esej Radka:

Nessie…

     Miejsce jakby stworzone dla sensacyjnych zdarzeń. Przed 10 – 12 tysiącami lat, do końca ostatniego zlodowacenia, jezioro Loch Ness było morskim fiordem. Gwałtowne obsunięcie się skał na skutek ruchów górotwórczych zamknęło nagle drogę do morza. Loch Ness stało się długim, 36-kilometrowym głębokim rowem, którego średnia głębokość wynosi 133 metry, a największa 300m. Szerokość zbiornika nie przekracza 2,5 kilometra. Temperatura wody przez cały rok utrzymuje się w granicach 5,5 – 10°C i – jak sięga ludzka pamięć – jezioro nigdy nie zamarzło. Akwen połączony jest obecnie z morzem krótką i płytką rzeczką River Ness, która uchodzi do zatoki Moray w Morzu Północnym niedaleko miasta Inverness.
    Pierwsza wiadomość o istnieniu w Loch Ness jakiegoś nieznanego, zamieszkującego głębiny potwora – ochrzczonego w paręnaście wieków później pieszczotliwym mianem „Nessie” – pochodzi od kronikarzy misjonarza św. Columbana, który w VI wieku krzewił wiarę chrześcijańską wśród plemiona Piktów. Któregoś pięknego dnia znalazł się on nad brzegiem Loch Ness. Według relacji kronikarzy dostrzec miał wówczas wodnego „smoka” ścigającego nieostrożnego pływaka i ocalił go jakimś stosownym, wymówionym w porę zaklęciem. Relacja pochodzi z 565 roku.
    Przez następne stulecia wieści o potworze pojawiały się rzadko. Mieszkańcy nadbrzeżnych wiosek niechętnie z resztą mówili o nim, a już wyjątkowo starannie unikali poruszania tego tematu w obecności obcych. Jeszcze na początku lat trzydziestych XX wieku prospekty turystyczne reklamujące okolice jeziora nie wspominały o Nessie, aby nie zniechęcić ewentualnych przyjezdnych.
    Wszystko zmieniło się diametralnie w roku 1933, kiedy to ukończono budowę autostrady Glasgow – Inverness, przeprowadzonej wzdłuż północno – zachodniego brzegu jeziora. W wyniku wzmożonego ruchu turystycznego wzrosła gwałtownie ilość doniesień o zaobserwowaniu w wodach Loch Ness jakiegoś „wielkiego i niezidentyfikowanego” stwora. Do końca roku zanotowano około 50 obserwacji. Chyba najciekawsze jest sprawozdanie złożone przez pięcioro świadków – dwie Szkotki, właścicielki nadbrzeżnego domu, i trzech przygodnych kanadyjskich turystów – którzy przez 10 minut z odległości około 900 metrów obserwowali głowę i szyję płynącego stwora. W październiku 1933 roku wielki londyński dziennik „Daily Express” poświecił całą stronę tej sprawie, a radio londyńskie ostatecznie rozpaliło ciekawość emitując serię audycji poświeconych fenomenowi z Loch Ness.
    Wieść, która była dotąd skrywana przez tubylców, stała się nagle magnesem przyciągającym przyjezdnych skuteczniej niż dzikość pejzażu czy ruiny paru szkockich zameczków. Nad brzegi Loch Ness zaczęli ściągać już nie tylko Anglicy, ale również ciekawscy z innych krajów i kontynentów. Kapitan jednego z parowców kursujących po Kanale Kaledońskim – Loch Ness stanowi główną jego część – zwierzał się dziennikarzom, że pasażerowie wchodzący na statek zapewniają go gremialnie, iż nie wierzą w potwory, a potem w czasie 3,5 – godzinnego rejsu stoją w komplecie na pokładzie nie spuszczając oczu z powierzchni jeziora.
   Wkrótce publiczność miała nową sensację. 12 listopada 1933 roku, w niedzielę, H. Gray, pracownik huty aluminium w Foyer, odbywający spacer wzdłuż jeziora, dostrzegł i sfotografował wychylający się z wody podłużny przedmiot. Spośród pięciu gorączkowo wykonanych zdjęć, cztery były nieudane, piąte zaś przedstawiało „opływowy kształt w fontannie wzbitej wody”. Oprócz entuzjastów, dla których zdjęcie było długo oczekiwanym dowodem istnienia potwora, znaleźli się również sceptycy. J.R. Norma z Brytyjskiego Muzeum Historii Naturalnej uważał, że fotografia przedstawia „pień zgniłego drzewa, który wypłynął na powierzchnie, gdy w jego komórkach wytworzyły się gazy”. Kwestionowano też samą autentyczność zdjęcia. Eksperci z firmy Kodaka, na której wykonano negatyw, wykluczyli jednak możliwość retuszu.
    21 kwietnia 1934 roku Londyński „Daily Mail” zamieścił kolejne zdjęcie. Jego autorem był lekarz z Londynu, ppłk Kenneth Wilson. Wszystkie okoliczności wykonania fotografii ujawniono dopiero po jego śmierci, gdyż doktor Wilson, z obawy o swoją praktykę zawodową, nie chciał, aby jego nazwisko wiązało się ze sprawą Nessie.. Nie twierdził zresztą nigdy, że zdjęcie przedstawia „potwora”; sfotografował „coś”, co poruszało się po wodzie, a potem zanurzyło się.
    Wilson był hobbystą fotografującym amatorsko ptaki. Wczesną wiosną 1934 roku przebywał wraz z przyjacielem we wschodniej części jeziora, niedaleko Inverness. Znajdowali się właśnie na wysokim, skalistym stoku, około 200 metrów nad lustrem wody, kiedy usłyszeli głośny plusk i w odległości 200 – 300 metrów od brzegu dostrzegli jakiś obiekt poruszający się po powierzchni. Doktor zbiegł na brzeg, aby zbliżyć się do obiektu. Zdążył wykonać cztery zdjęcia. Dwa pierwsze okazały się być zupełnie niewyraźne. Na trzecim wiać małą głowę i długą szyję. Czwarte przedstawia tę samą głowę tuż przed zanurzeniem. Skala (wielkość) i kąt fotografowanego obiektu są inne niż na poprzednim zdjęciu, co dowodzi, że obiekt dość szybko się przemieszczał. Nikt jakoś nie zwrócił na ten fakt uwagi. Naukowcy dopatrzyli się na zdjęciu dryfującego pnia, nurkującej wydry, kormorana, perkoza, bądź też innego ptaka wodnego. Dr R.Ch. Andrews z Amerykańskiego Muzeum Historii Naturalnej rozpoznał na fotografii płetwę grzbietową rekina ludojada. Rekin miał przedostać się z Morza Północnego do Loch Ness w czasach, kiedy River Ness była znacznie głębsza niż obecnie.
    Po krótkim czasie euforycznego zainteresowania tajemnicą jeziora, w następnych latach sprawa potwora uległa niemal zapomnieniu. Doniesienia stawały się co raz bardziej stereotypowe, a ich schematyczność nie budziła emocji. Kilka prymitywnych, czasem śmiesznych fałszerstw – „Daily Mail” opublikował na pierwszej stronie zdjęcia śladów potwora odciśniętych w piasku, które, jak się kazało wkrótce, jakiś dowcipniś wykonał przy pomocy parasola – ostudziło ciekawość opinii publicznej do reszty. W ciągu następnych dwudziestu lat relacje o zauważeniu Nessie odnotowały z rzadka już tylko lokalne gazety.
    W 1952 roku odżyła sprawa latimerii, ryby z grupy trzonopłetwych, dochodzącej do kilku metrów długości. Ryby te pojawiały się w okresie dewonu, tj. około 320 milionów lat temu, wymarły u schyłku ery paleozoicznej około 200 milionów lat temu, a ostatnie ich kopalne szczątki pochodzą ze schyłku ery mezozoicznej, sprzed 70 milionów lat. Tymczasem w grudniu 1939 roku nieoczekiwanie wyłowiono żywą latimerię w okolicach East London w południowej Afryce. Okazało się, że latimeria do dziś jest dość często spotykana w Oceanie Indyjskim, łowią ją tamtejsi rybacy, a na miejscowych targowiskach nie należy wcale do rzadkości. W roku 1957 dr Anton Brunon opisał po raz pierwszy odkrycie małego mięczaka neopiliny, rzekomo wymarłego od czasu ery paleozoicznej, którego w 1951 roku wyłowił u wybrzeży Kostaryki duński statek oceanograficzny „Galatea”. Przypomniano sobie też do dziś żyjącego na Nowej Zelandii prymitywnego jaszczura tuatarę, pochodzącego z paleozoiku. Paleontolodzy zauważyli ostrożnie, że zwierzęta ta są mniej więcej równe wiekiem lub nawet starsze od wielkich dinozaurów. W 1955 roku belgijski zoolog Bernard Heuvelmans stwierdził wręcz: „… nie ma tak pierwotnego zwierzęcia, które nie mogłoby przetrwać do obecnej doby, i w istocie znajdujemy późnych potomków wszystkich prawie grup, które niegdyś bujnie pleniły się na ziemi. Jednakże najlżejsza wzmianka o tym, że jakiś dinozaur, latający gad czy małpolud mógłby przeżyć do naszych czasów, wyprowadza z równowagi większość naukowców”.
    Entuzjastom Nessie wystarczyło to w zupełności. Strony gazet znowu zapełniły się spekulacjami na temat wielkiego zwierzęcia – lub zwierząt – zamieszkujących głębiny Loch Ness. Niedługo mieli oni zyskać dodatkowy atut.
    W 1960 roku nad brzegiem jeziora zainstalował się z kamerą filmową angielski badacz Tim Dinsdale. Rankiem 23 kwietnia przemierzając jak co dzień brzeg dostrzegł on na powierzchni wody grzbiet jakiegoś wielkiego, żywego zwierzęcia – „długi, obły kształt wyraźnie mahoniowego koloru”. Obiekt poruszał się po wodzie powolnymi, zygzakowatymi ruchami, a w pewnym momencie zanurzył się gwałtownie wzbijając fontannę wody. Dinsdale sfilmował to wszystko z odległości około 1100 metrów.
    W czerwcu 1960 roku film pokazała telewizja BBC, a wkrótce potem telewizje wielu innych krajów. Przyjęcie ponownie było bardzo zróżnicowane: od histerycznego niemalże zachwytu, po skrajny sceptycyzm. Niektórzy widzieli na filmie załogową łódź wioślarską, inni płynącą motorówkę. Przewidujący Dinsdale sfilmował wcześniej motorówkę płynącą tym samym i w takiej samej odległości od brzegu co zaobserwowane zwierzę. Różnice był istotne i bezdyskusyjne.
    Bezpośrednim następstwem ponownego międzynarodowego rozgłosu, jaki dzięki filmowi zyskała sprawa Nessie, było powołanie Loch Ness Phenomena Investigation Bureau (Biura Badań Fenomenu Loch Ness). Pierwszym sponsorem badań założonych w programie LNPIB był chicagowski Adventurers Club, który wyasygnował na ten cel 5000 dolarów. Amerykańska dotacja od zdjęć lotniczych z RAF-u. Posługując się najnowocześniejszą aparaturą wojskową ustalili oni, że widoczny na filmie obiekt mógł mieć 10-13 metrów długości, nie mniej niż 1,8 metra szerokości oraz 1,5 metra wysokości. Poruszał się z prędkością około 12 mil na godzinę. W ekspertyzie stwierdza się ponadto, że tajemniczy obiekt „nie był na pewno łodzią, kajakiem czy czymś podobnym, ani okrętem podwodnym, lecz prawdopodobnie obiektem żywym”.
    Dało to nowy impuls do działania zwolennikom Nessie. Latem nie było dnia, aby przynajmniej kilka osób uzbrojonych w kamery Ne wypatrywało potwora, często na całej powierzchni jeziora. Przyniosło to efekt w postaci ustnych doniesień – 9 czerwca małżeństwo lekarzy z Anglii zauważyło 5 osobników jednocześnie – oraz paru niezbyt przekonywujących filmów, z których żaden w sposób jednoznaczny nie ukazywał zwierzęcia. Autorem chyba najciekawszego z tych filmów był członek LNPIB, R.H. Lowry, który zarejestrował na taśmie charakterystyczną falę układającą się na kształt litery „V”, wywołana przez jakiś duży poruszający się tuż pod powierzchnią obiekt. Dla badaczy z LNPIB był to kolejny cenny dowód potwierdzający istnienie wielkiego zwierzęcia w Loch Ness, dla naukowców był bezwartościowy.
    W następnych latach doniesienia zaczynają się powtarzać, a zainteresowanie fenomenem Loch Ness – mino krótkotrwałych sukcesów LNPIB – wyraźnie słabnie. W 1965 roku już zaledwie 9 meldunków, w 1966 – 32, ale w kolejnym roku znowu tylko 19.
    W 1968 roku następuje wreszcie przełom – do akcji wkraczają Amerykanie. Dotąd subsydiowali tylko program badawczy LNPIB, teraz zamierzają sami wytropić potwora. Mają ofensywną koncepcję – będą szukać Nessie w jej naturalnym środowisku, pod wodą. Amerykanie – grupa naukowców z Uniwersytetu w Birmingham – są doskonale wyposażeni, dysponują między innymi nowym typem echosondy o zasięgu 24 kilometrów. Jedna z serii pomiarów przynosi długo oczekiwany efekt – tajemnicze echa pochodzące od „dużego obiektu”. Sygnał zanikał i pojawiał się na nowo przez około 10 minut. DR H. Braithwaite, który opracował wyniki badań, piał w sprawozdaniu: „Cały czas obiektowi A towarzyszy obiekt B – echo charakterystyczne dla stada ryb – i obiekt C, nieznanego pochodzenia, poruszający się z prędkością 15 mil na godzinę i nurkujący z prędkością 130 metrów na minutę. Wydaje się, że jego długość wynosiła wiele metrów”. Żadne ze znanych dotąd zwierząt żyjących w Loch Ness nie osiąga takich rozmiarów.
    W następnym roku wspomniany już Tim Dinsdale, jeden z najaktywniejszych działaczy LNPIB, wraca do sprawy sprzed siedemnastu lat, do tajemniczej katastrofy, której w 1952 roku uległa łódź „Crusader” z silnikiem o napędzie odrzutowym, na której słynny wówczas angielski kierowca wyścigowy Jon Cobb zmierzał pobić rekord szybkości na wodzie. Dziś o tragedii przypomina pomnik poświecony kierowcy. Ustawiony nad brzegiem Loch Ness dokładnie naprzeciw miejsca, gdzie jego łódź niespodziewanie zderzyła się z zagadkową falą i kapotowała. Jezioro tego dnia było gładkie jak lustro – w innych warunkach Cobb nie mógłby podjąć próby. Nigdy nie wyjaśniono, dlaczego gładka powierzchnia wody nagle zafalowała.

...::: druga część