KSIĘGA KRÓLEWSKA

[.................]
"O Venus jasna! W gwiazdę przemieniona!
Której me hołdy i ofiara miła,
Od dziś twa chwała będzie pomnożona,
Boś mnie z przypadków ciężkich ocaliła.
Ty, coś mi panią, prawodawcą była,
Wspomóż, niech sprawi miłosierdzie twoje,
Że serce z trwogi omdlałe ukoję."

Gdy owe modły moje zakończyłem,
Umilkłem przecie na niedługą chwilę,
A żałośliwe oczy w ziemię wbiłem,
Gdzie mały piesek jej igrał godziwie
Ze suką swoją, a to wielce tkliwie.
Rzekłem jej przeto, kryjąc me, wżdy chanie:
"Ach! Jakże szczęśliw ów w takowym stanie!"

Po chwili jeszcze słowiczkę, co siadła
Na gałązeczce, takoż połajałem
I tak jej. rzekłem: "Gdzież ów głos, co W tobie
Przed świtem poi nas miłosnym szałem?
I gdzież to byłaś, gdy tu przybywałem?
Na Venus jasną! Zaklinam cię na nią:
Śpiewaj, a moją rozweselaj panią.

Takoż zaklinam cię na twe męczeństwo,
Coś dla twej' siostry Prokne przecierpiała,
I na łzy krwawe, w których swe panieństwo
Stracone zdroju obfitym skąpała,
łże słuchając dusza się wzdragała
Na niecny czyn ów i tego, co sprawił
Rzecz ona, ciebie zaś wianka pozbawił,

Z serca całego śpiewaj, a misternie,
I głosem słodkim opowiadaj smutną

Zdradę, co siostrze twej niewinnej, wiernej
Małżonek czynił ze złością okrutną;
Za jego winę, hańbę bałamutną
Niechaj odcierpią mężowie zdradliwi;
Proś, do stu diabłów, by się poprawili.

Biedaczko drobna, wejrzyj wokół siebie;
Spójrz, któż nadchodzi? Pora łzy wylewać?
Jakież to myśli złe opadły ciebie?
Otwórz gardziołko, czyż nie pragniesz śpiewać?
Niestety, po cóż w rozum cię odziewać?
Niechaj mnie jeden choć twój ton upieści.
Lecz ty usypiasz, ja konam z boleści.

Nie chcesz miłować? Gdzież zniknął twój miły?
Możeś ty chora lub cię zazdrość ścina?
A może zmarł on lub uciekł co siły?
Melankoliji twej jakaż przyczyna,
łże twa pieśń się nowa nie poczyna?
Trzpiotko leniwa! Oto czas twój złoty,
Co wynagrodzi żywota roboty!

Jeśli śpiewałaś kiedy pięknie, tedy
Zaprawdę godne miejsce tu i pora.
Czegóż chcesz? Inszy napyta ci biedy
Ptak, co cię wyzwie, a i się upora
Z tobą śpiewając piękniej. Stulisz pióra.
Jeśli zwyciężyć pragniesz dziś wspaniale,
Zaśpiewaj mi tu, ninie abo wcale."

Myślałem takoż, jeśli w dłonie klasnę
Abo czym rzucę, to wraz mi uciecze,
A jeśli milczeć będę, woncząs zaśnie,
Zakrzyknę, jakoż pojmie, co człek rzecze?
A i dziś nie wiem, jako czynić przecie.
"Aleć dmij, wietrze, niechaj się liść, trudzi,
Gałęzią ruszy, a tak ją przebudzi."

Aleć podjęła przecie pieśni swoje,
Zlecieli ptacy się z lasu całego
I weseliły się ich wielkie roje,
A od widoku onego słodkiego
Ducha przybrałem tak wielce lekkiego,
Iżem na skrzydłach chciał się unieść z nimi,
Wraz się weseląc ze zmysły moimi.

Gdy Filomela śpiewa pieśni owe,
Ja rymy moje wraz składać począłem
Z serca całego. Ku mojej królowej,
Bez której niczym wszystkie pieśni społem,
Modły podniosłem z pochylonym czołem,
Ku mojej świętej wznosząc je w pokorze,
Tej, co przechadza się w cienistym borze:

"Kiedyż się wreszcie twa dobroć zmiłuje
Nad sługą twoim, co wiesz o nim mało?
Gdyś odbieżała, jedno jeno czuje,
Serce za tobą bieży, choć nie ciało,
W niebiosa! Radość mu okaż niemałą,
łże przewodnik daje sobą wodzić,
A i przez piekło musi takoż chodzić."

Zaczem ptak wszystek, co był dookoła,
Podjął pieśń nową, donośną a czystą,
Śpiewając spoinie: "Dola to wesoła,
łże z nas każdy ze swą towarzyszką.
Bez trwóg i wątpień miłosne igrzysko
Nasze jest, stroje nowe oblekamy,
A wiernie w służbach miłosnych igramy.

O Maju świeży, co ptaki radujesz,
Bądź pozdrowiony, pór wszelakich kwiecie,
Jako że łaskę nam swoją darujesz,
A takoż niechaj świadczy wszystko w świecie,
łże bez miary żadnej osypujesz
Żąilze i żywot nasz zielenią nową,
A takoż panią naszą i królową."

Pieśń, jak się zdało, wielce była słodką,
A zdobna nutą nieznaną stokrotnie,
Wonczas nadobna uniosła swe oko
Wedle bogini woli, lecz markotnie
Patrzała. Z miejsca, gdziem ja stał samotnie,
Widziałem lico; Natura z miłością
Je nakreśliła, a z wielką biegłością.

A gdy zbliżyła się na chwilę małą
I głowę kłoniąc pod gałązkę weszła,
Jej lico jasne jako śnieg zbielało
I obróciła się wraz, i odeszła,
A w serce moje trwoga z żalem weszła;
Widzieć idącą, a w ślad jej nie dążyć,
Było jakoby dzień w nocy pogrążyć.
[.................]


Tłumaczenie: Maciej Słomczyński