ROBIN I MAKINA

Robin na wzgórzu w trawie siadł,
Baczy na trzody swoje,
Makina miła rzecze tak:
"Gdzież zmiłowanie twoje?
W dzień, w noc miłuję ciebie ja,
Lat dwa abo i troje,
Ulituj się, bo dola zła
Weźmie mi życie moje."

Robin odrzecze: "Świadkiem Bóg,
Na nic mi rzecz ta zda się,
Chcę jeno, bym swe owce wiódł,
Gdzie pięknie im się pasie.
Makino, któż by inny mógł
Gadać tak poniewczasie?
Od miłowania próżnych sług
Odżegnać pragnę ja się."

"Gdy pragniesz wejść w miłosny bój,
Spójrz na to Abecadło:
W ogładzie miłej pierwszy stój,
Bądź mężny, gdy popadło,
W mądrości wszystek oręż twój,
Precz wszelkie pędź widziadło,
W moc całą serce twoje zbrój,
Czekaj, gdy tak przypadło."

Robin odrzecze wtóry raz:
"O miłość ja nie stoję,
Ale tak myślę, gdym w to wlazł,
Skąd te płochości. twoje.
Dobrze mi tu i piękny czas,
Pasą się owce moje,
Gdybym poigrał z tobą, wraz.
Skaraliby nas dwoje."

"Robinie, słuchaj, co rzec chcę,
I uczyń, jako pragnę,
A weźmiesz całe serce me,
Z wiankiem ci mym przypadnę,
Jako że Bóg zna leki swe
I rany leczy zdradne.
Legnę tu z tobą. Jeśli nie,
Na żywot mój się targnę."

"Makino, wnet opłaczę cię,
Chcesz, wiano odziedziczę?
Jeślibym tu obłapiał cię,
Jakoż me owce zliczę,
Gdy je przypadki jakie złe
Pognają w leśne dzicze?
Szczere jest oto serce me,
Dobrego dnia ci życzę."

"Robinie, gdzież mój spokój, gdzież,
Gdy ciebie tak miłuję?"
"Makino, żegnaj, do swych leź
Wnet słonko pożegluje."
"Robinie, żałość szarpie mnie,
Miłość mi zgon gotuje."
"Makino, miłuj, kogo chcesz;
Ja ciebie nie miłuję."

"Robinie, z żalu brak mi tchu,
Z boleści sznur ukręcę."
"Makino, długo byłem tu,
Z pastwiska owce spędzę."
"Mów, mój Robinie, jeno mów,
Gdy nie chcesz czynić więcej."
"Makino, innych dudków zwódź,
Ja do dom żywo pędzę."

Wyruszył w drogę Robin cny,
Jako liść letki zgoła,
Makina za nim leje łzy,
Z rozłąki niewesoła.
Robin przekroczył wzgórza szczyt,
Makina za nim woła:
"Śpiewaj wesoło, a mnie wstyd!
Miłości, nie masz czoła!"

Makina idzie do dom wnet,
Łzy leje, gorzko biada.
Robin, gdy inny nadszedł dzień,
Na łąki wygnał stada.
Makiny żal mu w duszę wszedł
I serce w nim upada.
A dąży za nią jako cień
I wokół niej się skrada.

"Spojrzyj, Makino, błagam cię,
A słowa mi nie wzbraniaj
I nie opuszczaj, piękna, mnie.
Pragnę ja miłowania.
Zgoda. Weź serce, daj mi swe,
Gdy się ku memu skłania.
Po biały ranek owce me
Pójdą bez doglądania."

"Robinie, sam to rzecze Bóg,
Pieśń stara i bajanie:
Ów, co nie pragnął, kiedy mógł,
Gdy pragnie, nie dostanie.
Modlę się co dnia: Jezu, cud
Uczyń i daj spotkanie,
Niechaj -ma trosk i cierpień w bród
W lesie czy na polanie!"

"Makino, nocka wokół już
Pogodna a nadobna,
Zielony bór u boku tuż
I ścieżka w nim dogodna.
A żaden nas nie najdzie stróż
I żaden głos nie dogna.
Tedy, Makino, ze mną pójdź,
A nocką bądź mi zgodna."

"Robinie, dawna to już rzecz,
Koniec z miłością moją.
A jako wierzę, odejdź precz
Z ona tęsknotą twoją.
Drwiny twe były jako miecz,
A rany się nie goją.
Jakoś ty rzekł, daj i mnie rzec,
Frasuj się dolą swoją."

"Makino, jako zdrowie ty,
Dla ciebie serce bije.
Klnę się po grób być wiernym ci,
Miłować, póki żyję,
Bez zdrady, jako czynią źli,
Jeno wdzięcznie a tkliwie."
"Robinie, a cóż z tego mi?
Ostawaj tu szczęśliwie!"

Makina do dom idzie wnet,
Obchodzi wzgórze w mroku.
Łka Robin, a Makina w śmiech,
Gdy on łzy leje wokół.
Odeszła, z dala słychać śpiew.
On został z troską w oku,
Owiec swych strzegąc, tłumiąc gniew,
Pod wzgórzem onym w mroku.

Tłumaczenie: Maciej Słomczyński