Zamek Duntrune

Od 1729 roku XII-wieczny zamek Duntrune był domem rodziny Campbellów, a nawiedza go duch dudziarza, który ich szpiegował.
W XVII wieku Ulsterman MacDonnel Coll Ciotach, znany jako "Leworęczny", osiedlił się w Kintyre i rozpoczął marsz na północ, niszcząc wszystko, co było związane z Campbellami. W końcu osiągnął Duntrune i wysłał na przeszpiegi swojego dudziarza. Ten szybko został złapany i uwięziony w jednej z wieżyczek. Wiedząc, że nie zdoła uciec, a zamek jest nie do zdobycia, postanowił ostrzec swego irlandzkiego pana grając na dudach. Z okien dostrzegł na jeziorze gotowy do ataku okręt MacDonnela  i zaczął grać. Jego pan usłyszał i zawrócił statek. Campbellowie odcięli mu zaś wszystkie palce i zamordowali.
Przez wiele lat zamek był nawiedzany, słychać było grę na dudach. W 1910 roku, podczas renowacji, odnaleziono szkielet bez paliczków, ukryty w murach. W latach 60-tych, kiedy modernizowano kuchnię, robotnik znalazł szkielety rąk pod podłogą. I chociaż szkielet bez rąk został pochowany w 1910 roku przez dzierżawcę, który był szkockim pastorem, dziwne wypadki nie ustały. Od czasu do czasu można usłyszeć pukanie do drzwi, obrazy spadają ze ścian, a niewidzialne ręce rzucają ciężką zastawą. Dopuszcza się jeden powód nieustających nawiedzeń. Szkocki dudziarz był z pewnością katolikiem, a pogrzeb protestancki nie mógł ukoić jego duszy.


Zamek Fyvie

Zamek Fyvie gości dwa duchy: Zieloną Damę i Trębacza.
Lady Lilias Drummond
była  żoną Aleksandra Setona, pierwszego lorda Dumferline. Lilias umarła w maju 1601 roku, prawdopodobnie zagłodzona przez męża. Aleksander, w cztery miesiące po śmierci żony, poślubił Lady Grizel Leslie. Duch Lady Lilias wydrapał jej imię na kamiennym oknie w sypialni nowożeńców, zwanej Drummond Room, w nocy 27 października. Napis jest wciąż widoczny. 
Trębacza po raz pierwszy zauważono w osiemnastym wieku. Był on mężczyzną o nazwisku Andrew Lammie. Andrew zakochał się w Agnes Smith, córce lokalnego młynarza. Jej rodzice nie pochwalali tego związku. Dziedzic, który sam chciał dziewczynę za żonę, wysłał Andrew jako niewolnika do Zachodnich Indii. Po kilku latach Andrew zdołał uciec i powrócić do Szkocji, by zobaczyć się z ukochaną. Jednak po powrocie okazało się, że zmarła niedługo po jego zesłaniu. Andrew umarł z szoku, jednak przed śmiercią obiecał, że dźwięk trąbki będzie obwieszczał śmierć każdego dziedzica Fyvie jako przypomnienie niesprawiedliwości, której doznał. Krótko po śmierci Andrew rozpoczęło się nawiedzanie zamku i przez wiele lat dźwięk trąbki obwieszczał śmierć dziedzica. Czasem można było dostrzec mglistą postać wysokiego mężczyzny, ubranego w bogaty tartan, stojącego na murach zamku. Ale postać zawsze znikała, gdy ktoś usiłował się zbliżyć.


Cmentarz Greyfriars

Z początku pomysł wydawał się dobry. Bezdomny nie miał gdzie przenocować, a noc była bardzo zimna. Gdy znalazł drzwi do  mauzoleum otwarte za pewne nie mógł sobie domówić wejścia i zostania tam aż do rana. Lecz czemu otworzył trumnę i umościł się tuż obok kości właściciela mauzoleum, nie jest już takie łatwe do wytłumaczenia.
Prawdopodobnie nic by mu się nie stało gdyby nie wieko trumny, które dosłownie rozpadło się nad nieszczęśnikiem, dodatkowo pokrywając go pyłem 400 letniego nieboszczyka. Mężczyzna wydał z siebie głośny jęk, który usłyszał przypadkowy przechodzień. Oczom nieszczęśnika ukazała się postać, jak mogłoby się wydawać, zombie, kierującego się wprost na mężczyznę.
Czego żaden z panów nie wiedział, był fakt, że owe mauzoleum należało do jednego z najstarszych mieszkańców cmentarza Greyfiars: XVII-wiecznego sędziego Sir George'a Mackenziego, znanego również jako 'Krwawy Mackenzie'. W pełni zasłużył na swoje przezwisko, gdyż to właśnie jego wyroki sprowadziły śmierć na większość z Konwenanterów a resztę skazał na powolną śmierć w więzieniu.

Mały rys historyczny

Konwenanterzy byli silnym ugrupowaniem politycznym w XVII-o wiecznej Szkocji. 28 lutego 1638 roku wielmoże i szlachta, a następnego dnia duchowieństwo i mieszczanie, zebrani w Greyfriars Kirk zaczęli podpisywać dokument, który odegrał ważną rolę w historii Szkocji. Był to Konwenans Narodowy, który nie tylko był zobowiązaniem utrzymania religii prezbiteriańskiej, lecz również wyrazem buntu przeciwko absolutyzmowi.
Karol I jednoczenie oznajmił, iż trzeba zdecydowanie przeciwstawiać się rebelii wywołanej "przez kilku obłąkanych". Lecz dopiero Karol II, w 50lat po podpisaniu Konwenanty, zadecydował o podjęciu znacznie bardziej radykalnych środków, delegalizując Zgromadzenie i miażdżąc jego siły w bitwie pod Bottwell Brig. Ostatecznie, 18 tys. Konwenanterów zginęło za swoje przekonania, a 1200 zostało uwięzionych w więzieniu Greyfriars, dzisiaj znanym jako Cmentarz Greyfriars.
Niektórzy (ci, którym się poszczęściło) zostali straceni, a ich głowy stały się ozdobą murów więzienia. Reszta, jak zwierzęta, została umieszczona na ogromnym podwórzu bez wody i jedzenia. Umierali jeden po drugim, powolną i okrutną śmiercią. Dla niektórych ostatnią rzeczą, jaką mogli zobaczyć była rozradowana twarz krwawego Mackenziego, wykrzywiona w szyderczym uśmiechu.
Jak na ironię, sędzia został pochowany w Czarnym Mauzoleum, miedzy ofiarami swoich krwawych wyroków.
Według teorii poltergeista zakłócenie spokoju w krypcie Mackenzie'go było powodem dla którego duch się przebudził i do dzisiaj straszy w Czarnym Mauzoleum, swoim ostatnim domu. Wkrótce plotki stały się na tyle uciążliwe, że Rada Miasta w Edynburgu zdecydowała o zamknięciu drzwi do mauzoleum, a jego okolice stanowią strefę zakazaną (przynajmniej dla ludzi).
John Andrew Henderson mieszkał w pobliżu cmentarza. Historie o nawiedzonym mauzoleum oraz późniejsza decyzja Rady bardzo go zainteresowały. By nie dopuścić do zamknięcia interesu (jest organizatorem 'nawiedzonych wycieczek po starym Edynburgu') poprosił Radę o pozwolenie na oprowadzanie wycieczek również po mauzoleum. Od tego momentu dziwne zdarzenia zaczęły przybierać na sile. Wypadki omdleń lub zadrapań stały się, co najmniej, częste.
Od roku 1999 (wypadek z bezdomnym) odnotowano i udokumentowano 350 ataków. 170 osób zemdlało. Turyści mówili o zadrapaniach, siniakach oraz pchnięciach przez niewidzialną siłę obecną w Czarnym Mauzoleum.
Pan Henderson starał się myśleć trzeźwo o tych wypadkach, dopóki sam jednemu z nich nie uległ. 'Podobno w tych okolicach pełno jest tak zwanej "pozaziemskiej aktywności". Pożary oraz setki zwierząt, które umierają z niewyjaśnionych przyczyn. Tak też się stało z moim domem, który spłonął 2 lata temu pochłaniając za sobą wszystkie dokumenty i notatki o duchu Mackenzie'go.'
Po pożarze pan Henderson przeprowadził się i zaprzestał oprowadzania ludzi po cmentarzu. Lecz nocą, ludzie nadal odwiedzają cmentarzysko Greyfriars. Jedni opuszczają go rozbawieni, inni nieco wystraszeni, a jeszcze inni są pewni ze doświadczyli obecności czegoś naprawdę złego.