NA JANA CHRZCICIELA

Ostatni i największy zwiastun niebios Pana,
Skórami przepasany, na puszczę uchodzi
Dziką; a mniema o niej, iż choć nieprzebrana,
Bezpieczniejsza od ludzi - łagodna nad podziw.

Żywią go młode pędy, szarańcza zebrana,
Dziewicze ule pełne najsłodszego miodu.
Dziwny stwór - owa postać ze świata wygnana -
Oczy ma zapadnięte, ciało wyschłe z głodu.

I naonczas wybuchnął: "Wy, którzy nadzieję
Macie w Bogu, wraz ze mną płaczcie na tej głuszy!
Odwróćcie się od grzechów, płaczcie w głębi duszy."
Któż usłyszał głos jego, kto wraz z nim boleje?

Tylko echo, co w grocie marmurowej śniło,
Obudzone przez niego: "Płaczcie ich!", dzwoniło.


MADRYGAŁY

I
To życie tak urocze
Jest jak bańka mydlana, która ci migocze
W powietrzu. Dzieci małe
Za bańką, którą ze słomki wydmuchały,
Gonią i patrzą. Albo też się kłócą,
Czy jej wyżej dmuchnięciem jednym nie podrzucą
W zabawie. Wietrzyk złotą ową kulę toczy.
Myślisz: stanęła, już się zatrzymała
W pustej przestrzeni, mocna jest i trwała.
To tylko lekkość jej łudzi twe oczy.
Bo wtedy gdy najbardziej piękna - w oka mgnieniu,
Tak jak wyszła z nicości - w nicość się przemieni.

III (Jak Idalii królową)
Jak Idalii królową
Z włosami wokół głowy,
Z piersią jak źrałe jabłka odkrytą, różową,
W pierwszym blasku poranka,
W ogrodzie Cypru piękne kwiaty zbierającą,
Z jej krwi własnej zrodzone -
Ujrzałem, słabnąc, ujrzałem moją kochankę.
Tam nagie gracje dokoła tańczyły;
Wiatry i drzewa, zdumione,
Milcząc patrzyły w jej stronę.
Uśmiechały się kwiaty, jak na licu miłym.
Splatała łodygi kwiatów, a ja trwając w lęku,
By i mnie wspomnieć jej palce raczyły,
Pragnąłem hiacyntem stać się w lubym ręku.

V
Myśli moje są sporem śmiertelnym zajęte:
Na życie patrzę ze wstrętem
I rozpaczliwym wołaniem,
Chcąc duszy przywrócić spokój,
Wzywam Księcia, by objął swoje panowanie.
Lecz ten władca o groźnie uśmiechniętym wzroku
(Gardzi tchórzem, szczęśliwych wzywa niespodzianie),
Iż przykrył był niedawno piękną różą groby,
Brzydzi się ścięciem chwastu, nie chce mej osoby.

III (Piękno i życie)
Piękno i życie -
Szlachetnej próby i życie, i piękno
(O łzy, o żalu!) zawisły na nitce,
Do której blada Parka nóż przykłada skrycie.
Dusza wśród jęku
Opuściła już członki, wszystkie części ciała,
Aż na koniec i serce nawet pożegnała.
Nic już nie brakowało prócz Śmierci; umarła.
Otaczających łoże żal chwyta za gardła,
Widząc, jak wchodzi w usta, na twarz piękną, w oczy,
Rzeką: ach! czyż do raju Śmierć też może
wkroczyć?


SONETY

II
Ja wiem, że wszystko pod księżycem gnije,
Co przez śmiertelnych stworzone w tym świecie,
W przemianach czasu do nicości wróci;
Wiem, że muzyki melodie niebiańskie,
Trudem natchnienia drogo okupione
Jak próżne dźwięki, są tu przez niewielu
Szukane lub przez nikogo; gubione -
I nie ma rzeczy lżejszej jak pochwala.

Znam kruche piękno, jak kwiat purpurowy,
Któremu ranek życie i śmierć dawa;
Miłość zakłóca harmonię rozumu,
Gdzie chęć i zmysły krępują rozsądek:
Choć wiem to wszystko, przecież się nie zmienię;
I pisać muszę, i kochać niezmiennie.

XLVI
Alexis, patrz, tu przebywała! Między te sosny
Najmilsza pustelnica sama uciekała,
Tutaj także bogatsze skarby rozrzucała
Niż te z kopalń kolchidzkich - swoje złote włosy.

Leżała przy tych różach pachnących od rosy,
Szczęśliwe miejsce - zda się - nosi ślad jej ciała,
I twoje słodkie wiersze sączyła tym głosem,
Którego ptak, wiatr, drzewo i bestia słuchała.

I mnie tu zobaczyła po raz pierwszy. Ranek
Tu rumienił jej lica promiennymi blaski.
Tu wzdychała. Tu moje nadzieje wzniecane.
Tu otrzymałem pierwszą obietnicę łaski.
Lecz, ach! Na cóż mi było szczęście, gdy
wspomnienie
Niegdysiejszych rozkoszy podwaja cierpienie?

TEN ŚWIAT TO ŁOWY...

Ten świat to łowy:
Człowiek zdobyczą - jest, śmierć zawziętym Nemrodem;
A jego szybkie charty
To żądze i choroby, zawiść i zażarty
Spór, ciągle nowy,

Który, dopóki biją, serca ze złem wiodą.
A gdy przypadkiem zdołamy
Umknąć zajadłej pogoni,
Starość z sieciami w dłoni
Skrada się - w nich umieramy.

ŻAL

W tego świata groźnym morzu,
Gdzie liczne Scylle szczekają,
Liczne syreny śpiewają,
Ów bezpiecznie od rozbicia
Swą barkę ocalić zdąży,

Kto zbyt wielkim ładunkiem dna jej nie obciąży.
Lub gdy wielkie sztormy walą,
Grożąc niebu srogą falą,
Odda bez scen żałosnych własność posiadaną,
A brzemię swoje zrzuci w głębie oceanu.


Tłumaczenia: Na Jana Chrzciciela: Ludmiła Marjańska, Madrygały: I: Aleksander Mierzejewski, III (Jak Idalii królową): Ludmiła Marjańska, V: Ludmiła Marjańska, III (Piękno i życie): Ludmiła Marjanska, Sonety: II: AIeksander Mierzejewski, XLVI: Ludmiła Marjańska, Ten świat to łowy...: Ludmiła Marjańska, Żal: Ludmiła Marjańska